0020. ANGLIA  
     
  Bridgend - Walia  
     
                              
                                   Foto - Galeria miniatur                                                      Wideo - W opracowaniu  
     
 

           Internetowe informacje o Bridgend są mało budujące. Sensacyjne opisy przykrych wydarzeń przytłaczają, a szkoda. Po krótkim pobycie sądzę, że to absolutnie normalne, w miarę czyste, dobrze oświetlone i spokojne, prawie 40-tysięczne, bardzo rozległe miasto, w którym znaczna część mieszkańców żyje sobie na luzie. Mieszka tam dość liczna grupa Polaków, wśród nich, od września 2007, nasza wnuczka z mamą.

 
 

Możliwość niespodziewanego spotkania z wnuczką, właśnie w Bridgend, zawdzięczamy Michałowi. Po roku pracy  w Australii, podczas urlopu, zamierzał odwiedzić córcię. Wiedząc, że za nią bardzo tęsknimy, zaproponował wspólny wyjazd. Nie wahaliśmy się wcale. Sami, bez znajomości języka musielibyśmy kombinować jazdę autokarem - z obieżyświatem Michałem skorzystaliśmy z samolotu Berlin-Bristol a babcia Irenka przy okazji zaliczyła pierwszy w swoim życiu lot samolotem :).

 
 

Z lotniska w Bristol, do hotelu w Bridgend, w środku nocy podrzucił nas swoim samochodem "Łysy" - Bartek Paściak, wielce uczynny kolega Pawła, od kilku lat szczęśliwie dorabiający się w pobliżu Cardiff. Bardzo niedawno jego żona, również Karlinianka, urodziła w Anglii zdrowego, silnego syna. Bartek, szczęśliwy po same uszy, nawijał o nim przez całą drogę :).

 
 

W pobliże hotelu dotarliśmy około drugiej w nocy, z piątku na sobotę 19/20 września 2008. I tu zaskoczenie. Przed naszym wyjazdem w Karlinie panował nieprzyjemny ziąb - tu, na ulicy, zobaczyliśmy liczne grupki bardzo lekko (i kuso) ubranych dziewczyn, które najwyraźniej wyszły z pobliskiej dyskoteki. Ciekawy widok - wiele z nich na wesołym rauszu, większość bardzo pulchna. Na oko - 90-120 kg, w lekkich, luźnych, mocno od góry przyciętych sukieneczkach.

 
 

Po baletach, w sobotni poranek, deptaki wokół hotelu zionęły pustką. Później, do poniedziałkowego poranka, liczyły się już tylko chwile z Majką. Poniedziałkowe rozstanie przed angielską szkołą ułatwiła nam wiadomość, że za półtora miesiąca spotkamy się ponownie. U nas, w Karlinie.

 
     
  Porthcawl - Walia  
     
                              
                                    Foto - Galeria miniatur                                                     Wideo - W opracowaniu  
     
 

            Porthcawl, to 16-tysięczne miasteczko z plażą, deptakiem i - przede wszystkim - dużym "wesołym miasteczkiem", odległe od Bridgend o około 40 km. O jednym z nieczynnych urządzeń tego miasteczka tubylcy opowiadają przykrą historyjkę. Podobno wagonik z dwiema osobami w szalonym pędzie wypadł z toru, przeleciał nad niską zabudową skarpy i rozbił się na plaży, widocznej na fotce po lewej.

 
  Zdumiewa mnie to, co dzieje się tam z wodą. Dla porównania zestawiłem galerię z fotek ściągniętych z Internetu. Bywa, że woda gejzerami zalewa miasteczko i zamkniętą dla ruchu drogę, bywa, że odpływa, aż stojące w portowym basenie jednostki osiadają na dnie i dojść można do nich suchą nogą.  
     
  Bristol  
     
                            
                                   Foto - Galeria miniatur                                                      Wideo - W opracowaniu  
     
 

           Bristol, to ok. 400-tysięczne miasto z lotniskiem międzynarodowym. Tam, w pogodną piątkową noc lądowaliśmy. Przy bezchmurnej pogodzie prezentowało się pięknie. Widoki z okienka samolotu - wspaniałe. Miasta nie mieliśmy okazji poznać. Kilka fotek pochodzi sprzed dworca kolejowego, stąd autobusem przejechaliśmy na lotnisko. Przejazd zarejestrowałem kamerą.

 
 

Ciekawostka: - z Bridgend dojechaliśmy pociągiem, z jedną przesiadką. Nigdzie nie dostrzegłem trakcji elektrycznej. Po torach kolejowych jeżdżą tylko pociągi z lokomotywami spalinowymi. Za to tereny zamieszkane są doskonale oświetlone i podobno każdy to zauważa (?).

 
  Z lotniska Bristol odlecieliśmy do Wenecji.  
     
  Strona główna Oferta Materiały Kontakt