0009. VI  Międzynarodowy Spływ Kajakowy "Parsęta 2007"  
     
     
                              
                                   Foto - Galeria miniatur                                                 Wideo - Fragment w miniaturze  
     
     
 

Niezależnie od 23-minutowego materiału wideo, proponuję 14-minutową, dynamiczną prezentację slajdów. Komplet zgrany na jedną płytę DVD uważam za świetny zestaw relaksacyjny i ...wielce sympatyczną pamiątkę. Jestem przekonany, że mnie nic nie powstrzymało by przed zakupem takiego zestawu, nawet za cenę znacznie wyższą od określonej na stronie warunki, więc polecam go z oczywistym zadowoleniem.

 
     
  2007-08-03  
 

W pierwszym dniu potwierdziła się reguła, że przy złej pogodzie wszystko w spływie przebiega szybciej niż zwykle. Gdy podjechałem na  przystań z przekonaniem, że na odprawę i oficjalne otwarcie spływu będę musiał poczekać, uczestnicy przechodzili już do autobusów dowożących ich do Białogórzyna, na miejsce startu. Bez rozkładania kamery i wymyślania dla niej osłony przeciwdeszczowej, w mgle i mżawce, przy kilku próbnych ustawieniach aparatu zarejestrowałem kilka zaledwie scen, przekazałem komandorowi trzy komplety płyt DVD z dokumentacją foto-wideo wszystkich wcześniejszych spływów (3x2 płyty, z przeznaczeniem dla zwycięzców wyścigu australijskiego) i ...tyle mojego pierwszego podejścia.

 
 

Aby uniknąć podobnej sytuacji nad rzeką, na Kolano Żelimuchy na Radwi wyjechałem o ponad godzinę wcześniej niż zwykle. To również nie wystarczyło. Kolano znikło pod wysoką wodą. Jedyne, co nie uległo zmianie, to ilość i zaciekłość komarów.

 
 

Rzekę znam dobrze, więc - wiedząc, że równorzędnego, wolnego od wody stanowiska przed nadpłynięciem kajakarzy nie znajdę - przestawiłem samochód na Pstrągowy Pagórek (nazwa prywatna z czasów, gdy w jego pobliżu łowiłem piękne potokowce). Kiedy prawie trzysta metrów poniżej sprawdzałem, czy uskok brzegu pod starymi dębami jest wolny od wody, nadpłynęły pierwsze kajaki. Zaczęła się gonitwa z czasem. Szybki powrót do samochodu po sprzęt, marszobieg na stanowisko, rozstawianie-zabezpieczanie sprzętu przed deszczem i ...te cholerne komary! Kilka kajaków straciłem, a przy rejestrowaniu następnych trudno było ocenić, od czego jestem bardziej mokry - od deszczu, czy własnego potu.

 
 

Po otuleniu peleryną i uruchomieniu bardzo wrażliwej na deszcz kamery, skoncentrowałem się na próbach nowego aparatu Pentax K10, który podobno jest tak dobrze uszczelniony, że potrafi bez szwanku znieść nawet krótką kąpiel. Na tegoroczne waruki jego standardowy obiektyw z niespełna 3-krotnym zbliżeniem okazał się za "krótki". Trochę szkoda - chcąc mieć ze spływu dobre nagranie wideo, trzeba być przy kamerze nieustannie, ale sprawdzenie aparatu stanowiło ogromną pokusę. No i w obu przypadkach uzyskałem efekty mizerne. Sprawdzając poradę, która miała  zapewnić interesujące efekty, ustawiłem aparat na serię trzech zdjęć ze zmianą ekspozycji (normalna, jaśniej, ciemniej), przy punktowym pomiarze jasności tylko w środku celownika. Efekt z rozmytym tłem nie cieszy mnie wcale, a to, do czego ów eksperyment doprowadzić może, widać szczególnie jednoznacznie na fotce nr 065. Owszem, przyjemnie jest widzieć i rejestrować uśmiechnięte twarze i przyjazne gesty ale - w moim odczuciu - ich piękno pełne jest tylko na wyraźnie wyeksponowanym tle. Tle pięknym samym w sobie. To oczywiście rzecz gustu - z moim pewnie coś nie tak, bo nigdy np. nie potrafię podzielać fachowych, profesjonalnych zachwytów nad fotografią, która "oddaje efekt ruchu" w ten sposób, że na tle pięknie wyeksponowanych skał, kamieni itp. widzę wiązkę mlecznobiałych smug spływającej wody. Mnie ta sama kompozycja cieszy dopiero wtedy, gdy w zamrożonym obrazie wyraźnie widzę najdrobniejsze refleksy światła w ostro zarysowanych kroplach i załamaniach powierzchni strugi.

 
 

Gdy tylko obok mnie przepłynął pilot końcowy, zwinąłem przemoczony sprzęt (w tym składane krzesło, na którym nie przysiadłem nawet na chwilę) i czym prędzej odjechałem na przystań, czyli tam, gdzie komarów jest mniej, a ciał do kłucia więcej. Tam okazało się, że podobnie jak w przed rokiem - gdy w okolicy Żelimuchy padał deszcz, na przystani nie spadła nawet kropla. Ale to raczej jedyne podobieństwo, dalej same różnice. W roku ubiegłym kajakarzy dopadła rzęsista ale krótka ulewa, w tym, od rana nękał uporczywy kapuśniaczek W ubiegłym, przy niskim stanie wody i stromych brzegach, kończono etap z wywrotkami - w tym lądowano bezpiecznie na nadbrzeżnej trawie, a niektórzy nawet na zalanej wodą polbrukowej promenadzie. W tym roku, na tejże promenadzie otrzymałem ostrzeżenie, po którym winienem się zdecydować - aparat czy kamera, foto czy wideo. Gdy na chwilę oddaliłem się od kamery pracującej na nieobciążonym statywie, bardzo krótko ale mocno dmuchnął wiatr. Kamera z wysokości 170 cm trzasnęła o polbruk, tuż przy krawędzi wody. Trochę się rozsypała, rozczapierzył się nieco zewnętrzny mikrofon. O tym, co byłoby, gdyby o parę centymetrów dalej wpadła do wody , wolę nawet nie myśleć. Obawiam się, że dużo czasu upłynie, zanim poznam wpływ upadku na funkcje, których ta kamera (HDV) ma bardzo dużo, a co gorsze - nie wszystkie zdążyłem rozpoznać, więc możliwości porównania są =0.

 
     
  2007-08-04  
 

Słoneczny poranek drugiego dnia spływu wyraźnie poprawił nastroje na polu namiotowym. Słońce, poranna kawa przed namiotem, piękna roziskrzona słońcem rzeka i perspektywa kilkugodzinnego spływu w dużej grupie podobnie zauroczonych  osób, to wspaniałe chwile. To wyrwana ze zwykłej codzienności czysta radość życia - chwile, które łagodzą napięcia i obyczaje, które umacniają sympatię dla przyrody i niemal wszystkiego, co w jej otoczeniu spotykamy. Piszę niemal, bo np. widok kolorowych śmieci (od małych opakowań po obudowy ...lodówek), uwięzionych w konarach zwalonych do rzeki drzew, myśleć z sympatią o sprawcach po prostu nie pozwala.

 
 

Wybór stanowiska do zapisania drugiego etapu - z racji wysokiej wody - również okazał się trudny. Po kilku porannych fotkach z przystani w Karlinie niezbyt fortunnie wybrałem Kolano Wrzosowskie, ok. 200 metrów powyżej mostu, w miejscu, w którym kończyłem spływy pontonowe z uczniami Szkoły Podstawowej. Dogodna dla ustawienia sprzętu piaszczysta łacha była widoczna, ale ok. 50 cm pod wodą. Znikły pod wodą również przeszkody, które przy niskim stanie wody wymuszały prowadzenie kajaków w pobliżu łachy.

 
 

Nie mając wyboru, ustawiłem sprzęt na wysokim brzegu. Większość kajaków przepłynęła daleko ode mnie, ponad niewidocznymi w wysokiej wodzie przeszkodami. Skoncentrowanie się  na kamerze  Szansę zgrania dobrego materiału dawała wyłącznie kamera, ale po upadku na polbruk przystani, działo się z nią coś niedobrego. W zbliżeniach bardzo wytracała ostrość, a było i być powinno odwrotnie.

 
     
  2007-08-05  
 

W niedzielę, na zakończenie trzeciego etapu "nawodnej części spływu" dojechałem do Kołobrzegu podczas wyścigu australijskiego. Pięknie w tym roku spisały się panie. Zwyciężyły. Brawo! Mam nieźle zarejestrowane na taśmie ich dumne zawołanie "BABY GÓRĄ!!!".

 
 

Tegoroczny, kołobrzeski obraz spływu nieco szokował. Czerwone (w większości) kajaki, czerwone koszulki, czerwone pióra wioseł - przy nawrocie do Kanału Drzewnego stworzyły na Parsęcie wielką czerwoną plamę. Dla mnie za ostrą Sądzę, że armada prezentowałaby się piękniej w koszulkach o kolorze kontrastowym dla czerwieni kajaków, ale to - jak zwykle - rzecz gustu.

 
     
  Uzupełnienia z dnia 29.08.2007.  
     
 

1. Rozmawiałem z Panem Ryszardem Dachterą, organizatorem innego spływu, zrealizowanego podczas wysokiej wody. (To ten sam Pan Rysio, który w roku 2002, z koleżeńską pomocą pracowników naszej firmy,  przygotowywał na "wyspie" teren pod pole namiotowe pierwszego spływu ogólnopolskiego, do którego obecnej, szóstej, międzynarodowej edycji zamknięto przyjmowanie 180 zgłoszeń już w kwietniu!). Opowiadał, że na mecie w Bardach wszystkie kajaki lądowały w bliskim sąsiedztwie stanicy, odległej od rzeki o prawie 200 metrów. Znam dobrze ten teren, więc wyobrażam sobie, jaki to był widok i aż mnie skręca, że nie mogłem go nagrać. Osiemnaście kajaków spływających z rzeki, płynących w popołudniowym słońcu na przełaj przez łąki - to sceny, o których taki jak ja entuzjasta, może tylko pomarzyć.

 
     
 

2. Zapytano mnie kilkakrotnie, dlaczego nie biorę bezpośredniego udziału w spływach, skoro ciągle twierdzę, że towarzyszą im wspaniałe przeżycia. Odpowiadam: - z niewątpliwej przyjemności pływania kajakami zrezygnowałem już w latach sześćdziesiątych, najpierw na rzecz łodzi wędkarskich, później wielokomorowych pontonów, bardziej przydatnych w moich - uprzednio zwykle  samotnych - wyprawach wędkarskich w nieznane. Z późniejszych doświadczeń wiem, że były to decyzje dobre, bo np. żaden z dostępnych wówczas w wypożyczalniach kajaków nie przetrzymałby halsowania wiosłową łodzią, jakim musiałem ratować się, gdy na jeziorze Niesłysz k. Świebodzina dopadła mnie wściekła burza, ani tym bardziej harówki przy pokonywaniu 3-kilometrowej przestrzeni na Zalewie Siemianówka, gdy nagłe, gwałtowne załamanie pogody przybrało formę przyrodniczego monstrum. Na jeziorze Niesłysz szły wysokie, ale w miarę regularne fale, więc po każdej siódmej, podobno najwyższej, silnym, przeciwstawnym ruchem wioseł udawało mi się dokonywać szybkiego zwrotu łodzi dziobem lub rufą do fali. Dopłynąłem z ranami na dłoniach, ale dopłynąłem. Na Zalewie nie było nic regularnego, podobnego do regularnej fali. Wiatr co chwilę smagał z innej strony, przed, pod i obok mojego pontonu powstawały półtorametrowe leje i kratery, a z najmniej spodziewanej strony, nagle i na krótko, wyrastały z wody szczyty i wygrzbiecenia, które sprawiały, że ponton giął się i osuwał w przeróżne strony, a ja, po ustawieniu elektrycznego silnika na bieg najwyższy, balansować musiałem na pontonie, jak małpa w cyrku.

 
 

Z takich powodów, a także z racji wieku i malejącej sprawności fizycznej (niestety!), w spływach kajakowych uczestniczę tylko pośrednio. Tworząc dokumentację foto-wideo dostarczam  bardziej wiarygodnych niż obszerne opisy dowodów na to, co wciąż, przy różnych okazjach twierdzę - że spływy w Dorzeczu Parsęty prezentują się przepięknie, a uczestnictwo w nich dostarcza wspaniałych przeżyć. 

 
     
  Strona główna Oferta Materiały Kontakt